Strona:Teofil Lenartowicz - Nowa lirenka.djvu/139

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


A na palcu wielki krwawnik,
Aż się oczy Niemcom zarzą;
I już liczą wartość złota,
Na łakomstwa wagach ważą.
Cesarz zasie przewielmożny
Zakręciwszy w kołtun brodę
Rzecze pysznie: nie na pokój
A na wojnę męże wiodę.
A bogactwa mi otworzą
Wszystkie spichrze Europy,
I najtwardsze bramy pękną
I pod moje padną stopy.
Spójrz! i skinie na swe knechty
By otwarły skarbów wieka;
Alić próżno podziwienia
Krzyku, z ust wolnego czeka.
Poseł Lacki nie rzekł słowa,
Jeno gdy mu wróg urąga,
Przezłocisty swój rodzinny
Przed Cesarzem pierścień ściąga.
I podnosi rękę w górę,
I do skrzyni pierścień miota,