Strona:Teofil Lenartowicz - Nowa lirenka.djvu/129

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ot! lepiéj spojrzcie, tam o co się świeci
Jak srebro żywe, i tak leci, leci...
To morze; — owo niebieskie jak z farby,
To gór Sabińskich tak się ciągną garby,
A do gór samych i morza, step goły
Kędy leniwe włóczą się bawoły,
Zwie się Kampanią, lecz nie wiada czemu,
Bo się to zowie pustką po naszemu.
To, gdzie te palmy, mieszkanie Cesarzy,
W których dziś sobie liszka gospodarzy;
To niżéj krągłe, okrutne dziwadło
Gdzie krwi niewinnéj siła kiedyś spadło,
Za to, że ręce w górę podnosili
I tak im ciekły łzy, że aż je pili.
Nie przymierzając jak sieroty nasze,
Co mają także niebo za poddasze,
Ziemię za łoże, a mgłę za okrycie;

Oj! życie ludzkie, biedne życie, życie!...

Włochy to wszystko, Italia prawdziwa
Powietrze takie że się człek rozpływa.