Strona:Teofil Lenartowicz - Nowa lirenka.djvu/128

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Przyjrzeć się naszym Taśminom i Bohom,
I proch, rycerskim pokłonić się prochom.
Chciałem dobieżyć aż nad Czarne morze,
Kozaka sobie kędy znajdę może,
I po porohach z kozakiem czy z sumem
Na czarne morze wyleje się z szumem.
I dawaj hulki! — takem ja to marzył,
Takem ja myślał — los inaczéj zdarzył.
Mazurską duszę ku światu się rwącą,
Naturę świeżą, dziwnie kochającą,
Bujną jak zieleń naszych mokrych lasów,
Pełną zapachu i ptasich hałasów,
Los niepoczciwy zapędził w pustynie,
Związał, zostawił, rzekłszy: niech tam zginie!

I tak z całego szczęścia dymek próżny,
I smutna piosnka na lirze podróżnéj,
Komarza nuta, co się przekomarza
Śpiącemu chłopu pod płotem cmentarza.
Pieśń nie kunsztowna, rzecz swojéj roboty,
Nie stać człowieka na lepsze, mój złoty.