Strona:Teofil Lenartowicz - Nowa lirenka.djvu/122

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Śród starych węży idąc wyczołganym śladem,
Zda się mówić: i jam też niepoślednim gadem.
Spłaszczony łeb Mariusa i brew nasunięta,
Przedpotopowe jakieś przedrzeźnia zwierzęta,
Niewyrobioną jeszcze w wiecznéj dłoni gliną:
Znać że te nierówności dla równości zginą;
I kiedyś, z téj poczwary co się na świat sroży
Wyjdzie piękny Augustyn, Cypryan lub Ambroży.
Twarze równe i słowa i gęsta i czyny
I pomrą dla równości, lecz nie dla niziny.
Zwycięzki Sylla z czołem mądrze zadumaném
O kilka wieków naprzód byłby Korjolanem,
Ślepa matka fortuna za jednę niecnotę,
Rozdaje to wygnania, to laury złote.
Agrypina w swém krześle myśląca bez przerwy,
Zdradza ptaka co wyjdzie z głowy téj Minerwy;
Z głowy zbrodnia, a z hańbą przepsutego łona
Wytoczy się na ziemię kształt djabła Nerona.
Łaskawy Tytus liczy każdy dzień stracony,
Jak liść wypadły z wieńca niezwiędłéj korony;