Strona:Teofil Lenartowicz - Nowa lirenka.djvu/121

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Przy nim stoi Germanik, ów kochanek Rzymu,
Wyraz twarzy jak gdyby zawiany od dymu,
Jakby już czuł kadzidła i glob ziemski chwytał;
Znać morderca Tyberjusz wcześnie to wyczytał.
Tam Klaudjusz, o którym lepiéj gdy zamilczę,
Nie głowa uwieńczona, ale gniazdo wilcze,
Ilość włosów potworna... czyny? jakie czyny?
Jedna sława, niesławnéj mężem Messaliny,
Któréj z rozdartéj piersi spodlonéj krwi para
Obejmować się zdaje popiersie Cezara,
Gruby, ogromny Neron, z uśmiechem djabelskim,
Twarzą otyłą, całą narzuconą cielskiem,
Ramiony i piersiami na szerz rozłosłemi,
Przypomina biblijnych owych synów ziemi,
Których ród w chuciach sprośnych tak się był rozszalał,
Że, by z nich świat oczyścić, potop ziemię zalał.
Wzrokiem tygrys, ustami bestya jakaś ssąca,
Postać bezczelnie głupia i urągająca;
Heljogabal wychudły jak dzieci w suchotach,
Podobny tym jaszczurkom siedzącym na płotach,