Strona:Teofil Lenartowicz - Nowa lirenka.djvu/12

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 4 —

Coraz to jakaś duszę zachwyci,
Jako paciorki do jednéj nici.
I tak postarzał na służbie Bożéj,
Jako Baptysta w swojéj rogoży;
I pewnie byłby nie wyszedł z kniei,
Gdyby w koniecznéj życia kolei
W miarę zasiewu plon się nie mnożył,
Więc chatę stawił, — klasztor założył. —
W miejscu dalekiém od świata waśni,
Gdzie ciału świeżéj, a duszy jaśniéj,
Kędy nie dojdzie ludzka obłuda;
Przez święte ręce dzieją się cuda.
Jedno a drugie powtarza rzesza,
Jak chore leczy, umarłe wskrzesza;
Jak czasem w chwili od pracy wolnéj,
Rodzaj się k’niemu zlatuje polny,
Ptaki poleśne w radości błogiéj,
Skaczą na jego habit, na nogi;
A otwierając skrzydła i dzioby,
Cześć mu na różne czynią sposoby.
Toż spoglądając na starość świętą,
Zda się że rajską bramę zamkniętą