Strona:Teofil Lenartowicz - Nowa lirenka.djvu/111

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Gdzie tam odpocząć, ani o tém wiedział,
Kiedy w muzyce zasłuchany siedział.
Jako więc drozdy na zielonym prądku,
Gdy stary śpiéwa siedzą w jednym rządku,
Śmiał się że taka przecudna muzyka
I bał się duchów Mnicha i Skarbnika;
I bał się złego co skały obala
I w obłęd wiedzie biednego górala.
I tak rosł sobie jak kozłowie dzicy
Na chlebie z owsa i sytnéj żętycy.
Z baranem sypiał dla ciepłego runa,
I też jagniakom służył za piastuna;
Po śmierci ojca objął dudy w spadku,
I sam dudarzem został na ostatku.

Gdy po raz pierwszy swego zażył daru,
Owce się zbiegły z całego obszaru,
Przyszedł i kozioł co chodził za trzodą
I długo patrzał i potrząsał brodą,
Spoglądał krzywém, zyzowatém okiem,
Dziwił się bardzo i obchodził bokiem.