Strona:Teodor Jeske-Choiński - Poznaj Żyda!.djvu/85

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


kupców, bankierów, giełdziarzów, spekulantów, wszelkiego gatunku geszefciarzów. Tym poddanym zło tego cielca nie szlo bynajmniej o chwałę Judy lub o asymilacyę, o jakieś posłannictwo religijne czy polityczne. Z uśmiechem ironicznym przysłuchiwali się oni naiwnym przechwałkom rabinów, albowiem ich Bogiem jedynym był pieniądz — ich wiarą kult złota.
Tłum żydowski, zajęty pogonią za ubogim kawałkiem chleba powszedniego, nie piął się oczywiście na wyżyny społeczne, nie miał ani czasu, ani odpowiedniego przygotowania do roboty publicznej. I nie brała także udziału w wrzawie polityczno-społecznej nieliczna gromadka świeckich uczonych żydowskich, poświęcających się nauce z miłości dla nauki.
Z chciwością wygłodzonych łakomców rzucili się dziennikarze, społecznicy i finansiści żydowscy na hojnie dla wszystkich zastawiony stół równouprawnienia. Szlo im przedewszystkiem o trybuny publiczne, z których się głos mówcy rozchodzi daleko i szeroko — o prasę i krzesła poselskie. Słowo drukowane dosięga najdalszych zakątków kraju, a słowo żywe, wygłoszone na mównicy parlamentarnej, działa bardzo często jak grom: pali, burzy niewygodne paragrafy.
O prasę nie było kłopotu. Finansiści sypnęli groszem wyrósł na ich rozkaz legion dzienników, obsługiwanych umiejętnie przez legion publicystów żydowskich. Prawie cala prasa Berlina, Wiednia i Bu-