Strona:Tadeusz Jaroszyński - Oko za oko.djvu/67

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


A tak! W tem właśnie leży prawdziwe poczucie harmonji społecznej. Jest to świadectwem niezmiernie wysokiej kultury towarzyskiej, owego poszanowania nerwów bliźniego, jego miękkiej, wysubtelnionej w wiekowej uprawie, wrażliwości psychicznej. Trudno bawić dzisiejszego intelektualistę walką byków w jakiejkolwiek formie.
Dowlekli się w tej chwili do baru, gdzie zazwyczaj po teatrze, roztrząsając jakieś zagadnienia etyczno-estetyczne, spożywali kiełbaski parowe z chrzanem, co oczywiście zakrapiali piwem w miarę możności.
— Mistrzu, proszę cię.
— Wejdź pierwszy.
— Ależ wiek, zasługi...
— Przesąd, mój drogi. Czyż słuszną jest rzeczą, ażeby ktoś rościł sobie pretensję do jakichś względów szczególniejszych dlatego tylko, że się wcześniej o kilka lub kilkanaście lat urodził. Owszem, młodości służyć winny wszelkie przywileje, proszę cię.
— Ależ nigdy w życiu.
Kiedy się tak certują we drzwiach otwartych baru, drab jakiś, któremu widocznie śpieszyło się bardzo na wódkę, pchnął ich, niby niechcący, ale tak skutecznie, że obaj wpadli do środka, niby bomby do warsztatu chałupnika, przyczem Jan, tracąc w impecie równowag na-