Strona:Tadeusz Jaroszyński - Oko za oko.djvu/59

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


prócz zwięźle wpuszczonego interesu bezpośredniego, zamieszcza jedynie krótkie i węzłowate wiadomości o tem, że jej się dobrze powodzi i że najświetniejsze żywi nadzieje na przyszłość. Bije z listów tych wielkie, szczere, serdeczne zadowolenie z siebie i z obecnego swego losu, ale ani cienia troski serdeczne o ból utrapionego w tęsknocie męża.
— To już jej takie usposobienie — tłumaczy pan Adam — poprostu wstydzi się zdradzić z gorętszem uczuciem i pozorami chłodnej obojętności pokrywa wzruszenia naprawdę niezmiernie tkliwego i miękkiego serca. Co chcesz, ma ona na tym punkcie szczególniejszą swoją ambicję.
Czasem w listach zwierzała się z projektów na podróże i wycieczki, które odbywać miała w towarzystwie jakiejś, poznanej w Paryżu, zamożnej rodziny angieskiej. Jakoż istotnie niebawem potem Adam otrzymał karty z widokami Hiszpanji, Włoch, Egiptu...
Zimę przepędziła pani Basia w Nicei.
Na wiosnę wpaść miała jeszcze na kilka tygodni do Paryża, ażeby ukończyć edukację śpiewaczą u Reszkiego, a potem zapowiadała powrót swój do kraju na pierwsze początki lata.
Adam liczył niecierpliwie godziny, a tymczasem chudł, mizerniał i doświadczał coraz wyrazistszych objawów neurastenji.