Strona:Tadeusz Jaroszyński - Oko za oko.djvu/184

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— No, w każdym razie kilka tysięcy rubli na fundusz emerytalny dla literatów.
— A żeby ich pokręciło. On jest także literat, poeta...
— Ten dryblas, co się przyczepił do czerwonego domina, jak szewska smoła do podeszwy... Tam przed nami.
Teraz dopiero zauważyłem, że po przez ciasne przejścia teatralne ciągniemy krok w krok za czerwonem dominem, które zawzięcie intryguje młodzieńca o smukłej, wyniosłej postawie.
Radca mruczał zgryźliwie:
— Grafomany, darmozjady. Takim potrzebny jest fundusz emerytalny. Napisze, łobuz jeden, marną sonecinę i wynosi się zaraz nad ludzi prawdziwej zasługi obywatelskiej, nad ludzi pracy, nauki, poświęcenia. Nakwili, kanalja, w wierszyku, jak makolągwa i...
W sali teatru Wielkiego czerwone domino znikło nam z oczu, wraz z wysmukłym młodzieńcem. Ale w tej chwili prysnął gdzieś i radca. Dał w tłum nura i więcej go już tu nie spotkałem.
Humor udziela się, jak poziewanie. Zły nastrój, udzielony przez radcę, towarzyszył mi już do końca reduty i dopiero odzyskałem nieco wesołości przy kolacji, jeżeli wogóle kolacją nazwać można siestę w restauracji między szóstą