Strona:Tadeusz Jaroszyński - Oko za oko.djvu/161

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wyrosłeś na przystojnego mężczyznę i jesteś zupełnie do mnie podobny.
Podniosła go z ziemi i posadziła naprzeciwko siebie na krześle.
— No, nie płakać.
Zerwała się, pobiegła do sypialni i przyniosła ztamtąd świeżą chustkę. Wytarła nią policzki syna.
— Nie płaksać — nieładnie, jak chłopiec płacze.
Siadła znowu i znowuż przyglądała mu się uważnie.
— Boże, ja pędziłam, żeby cię zobaczyć jaknajprędzej, a oni mi zabrali z przed nosa mojego chłopca..
A mój jesteś — mówiła coraz szybciej, jakby podniecając się dźwiękiem swego głosu — mój niezaprzeczenie. Masz zupełnie mój typ — typ południowca. Ani śladu ojcowskich, tak charakterystycznych słowiańskich rysów. Tak, te same czarne oczy, te same usta zmysłowe. Ładny, ładny z ciebie chłopak. Musisz być dopiero bałamut nielada.
— Matko, przysięgam...
— No, daj pokój, daj pokój... Ja wiem, ja jestem trochę lekkomyślna, jestem strasznie lekkomyślna. Ale wiesz przecie, kiedy zamąż wychodziłam, miałam zaledwie szesnaście lat skoń-