Strona:Tadeusz Jaroszyński - Oko za oko.djvu/157

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Teraz wszakże, kiedy po śmierci ojca, Mira Moretti zwróciła się listownie do syna, czy zechce się z nią widzieć, długo ważył odpowiedź w mózgu i sumieniu.
Głos serca zwyciężył. Odezwało się przepopotężne, nieprzeparte, najbardziej przyrodzone uczucie powinowactwa z krwi.
I czekał na matkę niecierpliwy miłością synowską, a wierzył, że ją tej miłości godną zastanie. Pragnął tego całą potęgą woli. Widział wyobraźnią jej wizerunek dostojny — widział kobietę poważną, uszlachetnioną cierpieniem... Cyniczna opowieść Stefana zmąciła obraz wymarzony, skaziła świętą wizyę ukochań najgorętszych.
Byłby zabił szubrawca, gdyby śmiał słowo jedno więcej powiedzieć.
Szukał matki. W hotelu jej nie zastał. Skoro wrócił do domu, wpadł w zasadzkę „ochrany“...
Trzy miesiące!..

∗                ∗

Powóz zatrzymał się przed hotelem „Bristol“.
Kazała węzełek jego więzienny zanieść do swojego numeru.
— Jesteś głodny?
— Nie.
— Ależ tak.