Strona:Tadeusz Jaroszyński - Oko za oko.djvu/156

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Właśnie w tym samym roku Janek zdał niespodziewanie egzamin do klasy pierwszej.
Oczywiście wiedział on dobrze, że matka nie umarła. Szeptano o tem dokoła, ale ojciec nie pozwalał nigdy słowa jednego wspomnieć.
Milczeli. Janek wcześnie nauczył się kryć myśli i uczucia. Ojciec na tym punkcie był niezłomny. Zacny ten, poczciwy, łagodny, aż do niedołęstwa człowiek, w tym razie okazał się bezlitośny... może wprost okrutny..
To pewna, że kiedyś, kiedy Janek był już w drugiej czy trzeciej klasie, matka pisała list... Błagała, żeby jej przebaczyć, żeby ją przyjąć w dom, żeby mogła zobaczyć syna...
Czy ojciec odpowiedział co, niewiadomo. Jemu kazał napisać te tylko trzy słowa:
„Matka moja umarła“.
Pamięta, adresował: Mira Moretti w Paryżu. P. r.
Może ten człowiek zacny, poczciwy, wogóle niezmiernie łagodny był przecież wobec kobiety kochanej zbyt okrutny?...
Nie chciał go sądzić. W sercu swem jednak nie mógł zabić niezmiernie rzewnych i ciepłych uczuć dla kobiety, której pamięć dziecięcia przechowała obraz ukochany.
Zrywała się tęsknota i darła serce na strzępy, więc Janek smutnym był dzieckiem, dzikiem i niepojętem.