Strona:Tadeusz Jaroszyński - Oko za oko.djvu/122

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


gielską przepyszną flegmą — poprostu najprostsza logiczna dedukcya, bo proszę pana, opowiadanie pańskie nie daje mi jednolitej, konsekwentnie skonstruowanej wizyi. Przy całej podmiotowości doznań naszych osobistych muszą istnieć jakieś zasadnicze dane przedmiotowe, jako punkty wytyczne poznania wspólnego dla nas wszystkich ludzi z jednej planety, z jednej epoki, urodzonych zwłaszcza oraz wychowanych pod jednym i tym samym stopniem długości i szerokości geograficznej. Ztąd w świadomości naszej odpowiednio do natury przedmiotu powstaje obraz taki lub inny indywidualnie, ale zawsze zgodny z istotą rzeczy w tych punktach wytycznych, zasadniczych. Jest to jedyna, możliwa droga porozumiewania się ludzi między sobą. Zdaje mi się, mówię dobrze po polsku i pojmuję znaczenie słów polskich. Z opowiadania pańskiego wyczułbym kategorycznie, czy pamięć pańska przechowała widziany istotnie obraz blondynki lub brunetki. Skoro jednak jedna i ta sama osoba raz mignąć miała w słońcu jako główka jasna i złocista, to znowu leją się z niej kaskady czarnych, jak heban włosów...
— Ach, pan mię łapie za słówka — to był lapsus.
— Z tego lapsusa właśnie wychodząc, muszę konsekwentnie dojść do wniosku, że albo