Strona:Tadeusz Jaroszyński - Oko za oko.djvu/120

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


przygody romantyczne i myślał o najłatwiejszej karyerze życiowej.
Po wybuchu strajku szkolnego wysłał go ojciec za granicę. Bawił jakiś czas w Zurichu, jakoby na Politechnice, potem pojechał do Paryża, gdzie podobno zapisał się do „Ecole des Sciences morales et politiques“.
Co jemu po tych naukach moralnych i politycznych i czy wogóle w tem wszystkiem jest choć cień prawdy?
Mówi o tem niechętnie, wymijająco, na kategoryczne żądanie informacyj najpotrzebniejszych odpowiada konceptami, lub odkłada odpowiedzi na inną porę, tymczasem pilno mu pochwalić się awanturką, jaką miał w podróży.
Wracał z Francyi na Frankfurt, gdzie mu wypadł jakiś interes rodzinny. Między Avricourt a Strassburgiem poznał w wagonie cudowną istotę, której po drodze ułatwiał porozumienie się z Niemcami. Nim dojechali do Frankfurtu porozumienie zupełne stanęło między nimi...
Przewrócił oczy, że tylko białka świeciły nad rumianymi a dobrze pucołowatymi policzkami.
— Ach, ach — wzdychał po kabotyńsku — ta niewysłowiona biel ciała i te włosy, jak noc, jak heban...
Wciśnięty w kąt, siedział młodzieniec blady, skupiony w sobie, jakby niezmiernie daleki od