Strona:Tadeusz Jaroszyński - Oko za oko.djvu/105

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


lazł się pod panowaniem Austrji, jest cały szereg procesów w sądach austrjackich, wreszcie wyroki sądów Królestwa kongresowego. Niepospolita kobieta żyła lat przeszło sto dziesięć. Myślę — kończył — że pana papiery te zainteresują.
Istotnie Mroczkowi aż oczy zaświeciły, skoro wziął stare, pożółkłe, szpargały do ręki.
Tamten tymczasem mówił dalej:
— Siostra moja wzięła atawistycznie skłonności prababki. Tam wynikało to może z temperamentu, może z wychowania; tu już jest poprostu manją, wypadkiem psychopatycznym. Czuję się w każdym razie w obowiązku moralnym uprzedzić szanownego pana...
— Jak to więc i...
Pan Szeliga rozłożył ręce.
— Hm... Nigdy przewidzieć niepodobna. Skoro zgodziliśmy się, że mamy do czynienia z objawem chorobliwym... Tak... Ludzie wyzyskują tę manję. Ten łajdak Paweł umyślnie siostrę prowokuje, ażeby wyłudzać podarki... Inni także. Niedawno parobek za jednego kuksa dostał maciorę z prosiętami. Wogóle opłaca się to doskonale. Oczywiście, co się szanownego pana tycze, to nie możemy wymagać... konie są zawsze do dyspozycji...
Pedagog rzucił papiery z furją.
— Co to ma znaczyć?
— Proszę pana. Musimy oszczędzić sio-