Strona:Tadeusz Jaroszyński - Oko za oko.djvu/100

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


su znana nietylko w okolicy, ale na całą Polskę. Obecna właścicielka Nieznania ma ją wielu rysymi charakteru przypominać.
— Odezwały się w siostrze mojej atawistycznie — opowiadał pan Szeliga — pewne właściwości szczególne, które cechowały tę naszą prababkę, pochodzącą, nawiasem mówiąc, z wielkiego, książęcego rodu.
Z przesłanek tych Mroczek odmalował sobie w fantazji wizerunek dostojnej matrony, otoczonej patryarchalnie gronem dzieci, domowników, kuzynów i kuzynek, wśród których oczami wyobraźni widział już prześliczne dziewczę — uroczą wiochnę, hożą i rumianą, o płowej czuprynie i oczach chabrowych.
Starał się zasięgnąć informacji od stangreta, ale ten rozmowny wogóle nie był, a na pytania, tyczące zwłaszcza stosunków nieznańskich, odpowiadał wymijająco.
Za to w miasteczku, gdzie chwilę popasano, gdzie wreszcie stangret załatwiał jakieś sprawunki, żydzi cmokali w palce i zachwalali dziedziczkę Nieznania.
— Panie, na sumienie, złoty interes, brylantowy interes! Jak pan ma interes z naszą panią, to pan będzie pan.
Po przyjeździe na miejsce, zaledwie zdążył ogarnąć się po podróży, poproszono go na śniadanie. Zastał wszystkich przy rannej kawie. Pan