Strona:Tadeusz Dołęga-Mostowicz - Ich dziecko.djvu/9

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


mu się nierealne i nie tyle straszne, co dziwne. Lecz najważniejsze było to, że wcale nie odczuwał lęku. W głębi duszy zawsze uważał siebie za tchórza, a oto jest na froncie, jest w bitwie i nie boi się bynajmniej. Podniecenia i oszołomienia nie można przecież nazwać strachem.
Bolszewicy już po minucie zorientowali się w sytuacji i rzucili się do odwrotu.
Kompania por. Libawskiego ruszyła gęstą tyralierą za nimi. Po chwili połączyła się z oddziałem od Chominowa i okopy zostały odzyskane w niespełna godzinę. Minęli je, posuwając się wciąż naprzód wśród nieustannego grzechotu karabinów. Z dowództwa pułku przyszedł rozkaz okopania się wzdłuż polnej drogi, gdzie falistość terenu dawała korzystniejsze warunki obronne, niż na dawnej pozycji. Toteż, gdy około północy zamilkła bolszewicka artyleria i zapanował na linii spokój, po stronie polskiej zaczęły pracować łopaty. Do świtu wszystko było gotowe.
Szeregowiec Justyn Kielski wraz z czterema kolegami został przydzielony do obsługi karabinu maszynowego, którego gniazdo znajdowało się na wierzchołku niedużego pagórka w leju, pozostałym po wybuchu granatu bolszewickiego. Komendę sprawował tu kapral Marek Domaszewicz, wysoki, barczysty blondyn, nie o wiele starszy od swoich podkomendnych, lecz wzbudzający w nich, jako w nowicjuszach zaufanie i szacunek nie tylko szarżą i aureolą doświadczonego żołnierza, lecz i tym niezachwianym spokojem w ruchach i głosie tym tonem, który znamionował urodzonego zwierzchnika.
— Wasze nazwiska? — zapytał krótko.
Meldowali się po kolei, gdy Justyn wymienił swoje, kapral zapytał:
— Czy jesteście spokrewnieni z historykiem malarstwa Bernardem Kielskim?
— Tak jest, panie kapralu, to mój ojciec.
Miał wielką ochotę zapytać, czy kapral zna jego ojca osobiście, czy tylko z książek, obawiał się jednak, że byłoby to zbyt poufałe w stosunku do przełożonego. W każdym razie poczuł doń odrazu wielką sympatię. Dzięki niemu po raz pierwszy od trzech tygodni, to jest odkąd włożył na siebie mundur, przestał