Strona:Tadeusz Dołęga-Mostowicz - Ich dziecko.djvu/8

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wódcy pułku z rozkazem. Żołnierze wysypywali się z wagonów. W ciemności i w zamieszaniu formowały się szeregi i już po pięciu minutach wytężonym marszem ruszyły ku okopom.
Kompania, w której był Justyn Kielski, od razu została skierowana na prawe skrzydło gdzie nieprzyjaciel zdołał już wyprzeć z okopów trzecią i resztki czwartej kompanii, a zachodząc od Chominowa, mógł wedrzeć się na tyły. Pod Chominowem gęsto terkotały karabiny i raz po raz wyrastały w ciemnościach ogniste krzaki wybuchających granatów ręcznych. Od zarośli dolatywało wycie kilkuset gardzieli:
— Urraaa!… Urrraaa!…
— Kompania biegiem! — zakomenderował porucznik Libawski.
Justyn biegł w pierwszej dwójce. Plecak stawał się coraz cięższy, serce łomotało gwałtownie.
— Więc to tak wygląda wojna — myślał.
Gdzieś daleko odezwały się armaty. Nad głowami z przeciągłym jękiem przelatywały pociski, których celem widocznie była stacja kolejowa, gdyż w tamtej stronie raz po raz rozlegały się głuche detonacje.
Wpadli teraz na kartoflisko. Było bardzo trudno biec przez brózdy. Nogi plątały się w naci. W piersiach nie starczało tchu.
— Urraa!… Urraaa!… — dobiegał od zarośli nieustający ryk.
Na lewo na czarnym tle chominowskich sadów, wytryskiwały światełka: to cofający się odstrzeliwali się bezładnie lecz gęsto.
Oddział Justyna został zatrzymany na skraju łąki. Jak najciszej rozlokowano się w suchym, dość głębokim rowie. Nieprzyjaciel widocznie nie spodziewał się niebezpieczeństwa od flanki, gdyż parł wciąż naprzód. Już w mroku można było rozróżnić szybko poruszające się grupki bolszewików. Najwidoczniej chcieli zepchnąć Polaków ku zabudowaniom wioski i jednym zamachem zająć stację kolejową.
Porucznik Libawski miał jednak zimną krew, przypuścił ich na kilkaset kroków. Sto kilkadziesiąt karabinów odezwało się jednocześnie. Raz, drugi trzeci…
Ręce Justynowi drżały. Strzelał nie celując, widział wprawdzie biegnące i padające postacie, ale wszystko to wydawało