Strona:Tadeusz Dołęga-Mostowicz - Ich dziecko.djvu/7

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


„Pozycje na odcinku Lewocha — Towiaty muszą być utrzymane za wszelką cenę do piątku włącznie“.
Na odcinku Lewocha — Towiaty wgryzł się w ziemię mocno już poszczerbiony pułk piechoty. Z za lasu trzy baterie polówek ziały nieustannym ogniem, zasypując polskie okopy piaskiem i darnią. W ciągu dwóch dni czternaście razy ruszała bolszewicka tyraliera do ataku. Sześć razy kozacy zrywali się do szarży, by sforsować groblę. Szeroko rozciągające się soczyste, zielone łąki zryte były niczym świński wygon lejami po granatach, na grobli piętrzyła się góra trupów końskich i ludzkich. Gdy wiatr zmieniał kierunek zaduch rozkładającyh się ciał zalewał okopy. Żołnierze, którzy od dwóch dni nie mieli w ustach ciepłej strawy, dostawali nudności.
Zresztą i tu trupów nie brakowało. Trudno było nadążyć z grzebaniem. Dowódca pułku z posępną miną patrzył na wciąż wydłużającą się listę poległych. Z drugiej kompanii zostało dwudziestu trzech a z czwartej — ośmiu ludzi.
„Pozycje na odcinku Lewocha — Towiaty muszą być utrzymane za wszelką cenę do piątku włącznie“ — czytał dowódca pułku telefonogram i na jego twarzy zjawił się blady uśmiech. Przecież wiedział że do piątku nie będzie już miał nawet stu bagnetów.
Już wczoraj miały nadejść posiłki: batalion nie wyćwiczonych wprawdzie, lecz za to ochotników. Bądź co bądź materiał świeży. Tymczasem gdzieś na kolei zrobił się zator i Bóg wie, kiedy przybędą.
O zmroku bolszewicy znowu ruszyli do ataku. Zaszczękały gwałtownie karabiny maszynowe. Pod ich ogniem czerwoni trzy razy cofali się, lecz za czwartym zdołali dotrzeć do okopów. Zawyły ręczne granaty i już po chwili przyszło do starcia na bagnety. Jednocześnie korzystając z zamilknięcia maszynek, kozacy ruszyli ku grobli. Na szczęście pilnujący ze swą kompancią mokradeł, porucznik Zabielski zdążył zorientować się w sytuacji i przysunąwszy swój oddział do samej grobli, zamknął ją ogniem.
Bitwa trwała w całej pełni, gdy na odległej o półtora kilometra stacji Towiaty zatrzymał się wreszcie oczekiwany tak dawno pociąg z posiłkami. Czekał tu już na nich adiutant do-