Strona:Tadeusz Dołęga-Mostowicz - Ich dziecko.djvu/31

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I nagle uprzytomnił sobie, że zostanie teraz sam, zupełnie sam na świecie. Jakkolwiek od dawna był przygotowany do śmierci ojca, jakkolwiek nigdy nie łączyły ich węzły zbyt bliskie, jednak czuł teraz wyraźnie swoje osierocenie. Z Zamińskimi i z dalszą rodziną nie utrzymywał serdecznych stosunków i te musiały jeszcze bardziej się rozluźnić. Właściwie były to stosunki ojca, a raczej domu. Gdy on, ojciec, umarł, przestał również istnieć i dom, ten dom, który dla Justyna w żadnych okolicznościach dotychczas nie przestawał być jakby macierzystym portem, jakby punktem centralnym globu, punktem wyjścia i nieuniknionych powrotów.
Dziś z domu zostało tylko — mieszkanie i on sam.
Ceremonia żałobna była skończona. Krewni i znajomi ściskali Justynowi rękę, półgłosem mrucząc kondolencyjne formułki. Zdumiewająco szybko tłum zaczął się rozchodzić. Sześciu rosłych robotników posługując się sznurami i drągami, nasuwało na otwór grobowca ciężką, kamienną płytę.
Do Justyna zbliżył się mecenas Jaszczun, stary przyjaciel i doradca prawny zmarłego. Westchnął, wytarł łzy i nos, lekko poklepał Kielskiego po ramieniu i zaczął mówić o interesach. Nie obchodziły one teraz Justyna nic, jednak wdzięczny był Jaszczunowi już za to, że nie wysilał się na zdawkowe kondolencje:
— Bernard nie zostawił testamentu — mówił adwokat. — Zatem ty, chłopcze, automatycznie wchodzisz w prawa do całego majątku. W ostatnich niepewnych czasach wprawdzie uszczuplił się nieco, ale i tak jesteś człowiekiem zamożnym, a nawet bardzo zamożnym. Otóż wpadnij do mnie któregoś dnia na obiad. Pogadamy o tym, zdam ci wszystkie rachunki i chociaż nie mam sobie nic do wyrzucenia, jeżeli chcesz, przekażę administrację twojego majątku innemu adwokatowi.
— Ależ broń Boże — stanowczo zaprotestował Justyn — będę wdzięczny panu mecenasowi, jeżeli zechce pan zajmować się tym w dalszym ciągu.
— No to dobrze. Ale w każdym razie odwiedź mnie, gdy tylko nieco otrząśniesz się i wypoczniesz po trudach fronto-