Strona:Tadeusz Dołęga-Mostowicz - Ich dziecko.djvu/29

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


cie bał się, że to niedorzeczne zbliżenie się Marka do Moniki nie da się pogodzić z ich przyjaźnią. Marek będzie zaabsorbowany tym niewczesnym uczuciem, nie potrafi myśleć o niczym innym, jak tylko o tej Monice, no i będzie z nią spędzał cały wolny czas.
Myślał o tym z prawdziwą goryczą. Zresztą przepowiednię takiej przyszłości widział już chociażby w tym, że Marek dotychczas nie napisał doń z Warszawy ani słowa.
— Tak — uśmiechnął się z ironią — ona mu zastąpi mnie.
I był tak przygnębiony, że teraz już nawet nie pragnął przyśpieszenia demobilizacji. Następnego dnia zerwał się o świcie i napisał do Marka list na ośmiu stronach. List pełen był wyrzutów, zaklęć i ponurych refleksyj. Po przeczytaniu tego histerycznego elaboratu, Justyn wrzucił go do pieca. Wyładowanie całego bagażu na piśmie przyniosło jednak trochę uspokojenia i przywróciło mu zdolność do przyjrzenia się sprawie na trzeźwo.
Zbyt dobrze, zbyt gruntownie znał Marka, by nie mieć pewności, że w jego milczeniu muszą tkwić jakieś ważne powody. Jak w ogóle mógł przypuszczać, że Marek o nim zapomniał! Niewątpliwie nie pisał z jakiejś uzasadnionej racji.
Jakoż nader szybko okazało się, że była to prawda.
Justyna tegoż dnia wezwano do dowódcy pułku. Okazało się, że nadszedł tu rozkaz udzielenia urlopu plutonowemu Kielskiemu, którego ojciec jest umierający. Dowódca wyraził Justynowi współczucie, udzielił mu urlop, a wobec tego, że w trakcie urlopu, przewidywał demobilizację ochotników, pożegnał serdecznie „jednego z najlepszych — jak się wyraził — swoich żołnierzy“.
Formalności jednak, związane z wyjazdem, a także i szwankujące jeszcze połączenia kolejowe sprawiły to, że Justyn dopiero na trzeci dzień znalazł się w Warszawie. Na dworcu Wschodnim wsiadł w dorożkę.
Tak niewiele czasu upłynęło odkąd opuścił to miasto, a przecież patrzył teraz na znajome ulice z rozczuleniem takim, jakby nie widział ich całe lata. Koszarowe kamienice czynszowe Pragi, staroświecki most Kierbedzia, ciężki masyw Zamku