Strona:Tłómaczenia t. I i II (Odyniec).djvu/512

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— „Padyszachu!“ mędrzec rzecze,
„Co się zwlecze, nie uciecze.
„Za podany ci ratunek,
„Musim skończyć nasz rachunek. —
„Patrz! kogutek tkwi na tyce.
„A więc, pomnisz obietnicę,
„Że najpiérwszą prośbę moję
„Spełnisz, jakby wolę swoję?“ —
— „Zgoda! Dadom odpowiedział,
„Spełnię wszystko, bylem wiedział
„Co chesz; ufaj łasce pańskiéj!“ —
— „Chcę Dziewicy Szachmachańskiéj.
„Sam bezemnie jéjbyś nie miał.“ —
Sułtan pobladł i oniemiał.
„Co ty? kto ty? czyś szalony?“
Krzyknął wreście zapérzony.
— „Padyszachu! a umowa!“ —
— „Obiecałem — ani słowa!
„Lecz wszystkiemu jest granica.
„I na djabłaż ci dziewica? —
„Wiész kto jestem! proś więc u mnie
„Co chcesz, ale proś rozumnie.
„Chcesz? dziel z nami kassę naszą;
„Chcesz? mianuję ciebie Baszą;
„Wreście dam pół państwa mego.“ —
— „Nie potrzeba mi niczego,
„Prócz twéj dawnéj obietnicy,
„Szachmachańskiéj Jasnolicéj.“ —
Tu już Sułtan jak za młodu,
Wobec miasta i narodu,