Strona:Tłómaczenia t. I i II (Odyniec).djvu/513

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Zapędził się, wzniósł kułaki:
„Ach! ty taki! ty owaki!“
Zawrzeszczał na czém świat stoi.
Nie chciałeś mieć łaski mojéj,
„Figa-ż tobie, djable stary! —
„I nie ujdziesz mi bez kary,
„Czarowniku! — héj! powrozy!
„Wiąż go, łapaj, i do kozy!“ —
A staruszek się opiéra,
Szamoce się, z rąk wydziéra,
I kryje się pod kolaską.
A wtém Sułtan grubą laską
Jak nie machnie — w samo ciemię!…
Ani jęknął — bryk o ziemię.

Sułtan zląkł się, i stolica
Przelękła się; a Dziewica
Aż zachodzi się od śmiechu,
Jakby z żartu, a nie grzechu.
Sułtan już się zaczął krzywić,
Lecz się nie śmiał jéj przeciwić,
I wysiada pod przysionek…
Wtém coś brzęczy jakby dzwonek.
Kogutek się zerwał z tyki:
„Kiki-riki, kiki-riki!“
Coś inaczéj jak na wojnę. —
Wszystkich oczy niespokojne
Patrzą — nowość niesłychana!
A kogutek do Sułtana