Strona:Tłómaczenia t. I i II (Odyniec).djvu/445

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Wierz mi, wróć się, porzuć łowy,
I złych aniołów namowy! —

— „Poluj, poluj pośród boru,
Przerwał Lewy — „poluj dłużéj!
Cóż ci dzwony? co bek choru?
Trąba za wtór im posłuży!
Na mnie się zdaj, o! młodzieńcze!
Bezpieczeństwo ja ci ręczę.“ —

— „Oto mowa godna męża!
Dobréj radzie chęć ma sprzyja.
Komu straszny szczęk oręża,
Niech trzepie Ave Maria.
Marne groźby! próżne gniewy!
Daléj, daléj, mężu Lewy!“ —

I hop, hop, hop, rumak skory,
Hasa, leci, śród trąb wrzawy,
Z dolin w doły, z gór na góry,
Obok rycerz Lewy, Prawy.
Wtém, jak śnieg biały, z gaika
Na pole jeleń wymyka.

„Na tu! na tu! daléj dzieci!
Prędzéj konny, prędzéj pieszy!“ —
Pan na czele jak wiatr leci,
Za nim strzelców orszak śpieszy;
I z smycz lotne mknęły charty.
Hasa rumak kolcem sparty.