Strona:Tłómaczenia t. I i II (Odyniec).djvu/444

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została skorygowana.

    Zdala wdzięczne brzmi śpiewanie,
    Biegną tłumnie chrześcijanie.

    Przez rozdroże szybko, żwawo,
    Hasa na myśliwców przedzie. —
    Lecz patrz! lecz patrz! w lewo, w prawo,
    I ztąd, i ztąd rycerz jedzie.
    Koń prawego jak śnieg biały,
    Lewego jak żar roztlały.

    Kto rycerz prawy? kto lewy?
    Domyślam się coś, lecz nie wiém.
    W czarnéj zbroi jechał Lewy,
    Wzrok piekielném tlał zarzewiem;
    Prawy w śnieżystém odzieniu,
    Promień wiosny niósł w spójrzeniu.

    „Witam ciebie! witam ciebie!“
    Rzekł pan zdjąwszy czapkę z głowy —
    „Ni na ziemi, ni na niebie,
    Nie ma zabawy nad łowy!“ —
    Rzekł, spiął konia, i w dłoń klaszcze,
    I w róg trąbi, i psy głaszcze.

    Na to Prawy rzekł do niego:
    „Źle się zgadza trąba w boru
    Z brzękiem dzwonów, z śpiewem choru!
    Nie spolujesz nic dobrego;