Strona:Tłómaczenia t. I i II (Odyniec).djvu/204

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została skorygowana.

    Co za wściekłość twych wassalów,
    Zabrzmią w górach twego rodu! —
    Legł bohater wpół zawodu,
    Dzień nie dotrwał do zachodu! —
    Gdzież dom taki, gdzie rodzina,
    Coby nie dał ojca, syna,
    By mógł ożyć wódz Alpina?

    „Smutny, smutny kres twéj doli!
    Szpak choć w klatce, życie woli,
    Lecz dla orła — śmierć w niewoli. —
    Duchu wielki! usłysz z góry
    Pieśń, dziś głuchą między mury,
    Pieśń samotną — lecz przy któréj,
    Ta, coś kochał, mąk przyczyna,
    Łzy lać będzie twa jedyna,
    Słysząc cześć i śmierć Alpina!“

    XXIII.

    Tymczasem w trwodze o najdroższe głowy,
    Helena w izbie czekała zamkowéj,
    Gdzie blask słoneczny, tęczą barw zmieszanych,
    Wpadał przez szyby okien malowanych.
    Lecz próżno igrał z pozłocistym szczytem,
    Z drogim marmurem i ścian axamitem:
    Próżno naczyniem złotém nie leniwa
    Służba, stół przed nią do uczty nakrywa:
    Przepych komnaty, bogactwo zastawy,
    Ściągnęły ledwo jeden wzrok ciekawy;