Strona:Tłómaczenia t. I i II (Odyniec).djvu/187

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została skorygowana.

    „Z sędziwym bardem, na białym dzianecie,
    „Jak niegdyś błędne królewny po świecie:
    „Mów, czy rycerskiéj chcesz włóczni lub tarczy,
    „Czy do twych usług i giermek wystarczy? —
    Wzrok jéj zaiskrzył — lecz westchnęła cicho:
    „Ach! nie mnie teraz unosić się pychą! —
    — „Śród niebezpieczeństw i wojny po drodze,
    „Sierota, błagać za ojcem przychodzę,
    „O wstęp do króla i o posłuchanie.
    „Dziwi cię, widzę, zbyt śmiałe żądanie;
    „Lecz oto pierścień, co za mną przemówi;
    „Sam go monarcha dał Fitz-Jakóbowi.“ —

    X.

    Ujrzawszy pierścień, Ludwik się zapłonił,
    Zmienił oblicze i czoła nakłonił,
    I rzekł: „Znam pierścień, i przebacz, o! pani!
    „Jeśliśmy prości, w obozach schowani,
    „Zmyleni kształtem twéj odzieży gminnéj,
    „Chybić w czém mogli czci tobie powinnéj! —
    „Skoro się pańskie otworzą podwoje,
    „Niosę mu pierścień i żądanie twoje.
    „Tymczasem, pani! w zamkowych pokojach
    „Racz spocząć z drogi po trudach i znojach:
    „Znajdziesz na rozkaz niewiasty służebne,
    „Ranny posiłek, i stroje potrzebne;
    „I jeśli względu spodziewać się mogę,
    „Pozwolić raczysz, bym wskazał ci drogę.“ —
    Lecz nim odeszła, z uśmiechem powabnym,
    Kilka sztuk złota w woreczku jedwabnym,