Strona:Tłómaczenia t. III i IV (Odyniec).djvu/601

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ale rzecz słowo! zbij czcze oskarżenie! —
Winnaś to Bogu, królowi, i sobie.

(Joanna stoi nieporuszona; Agnieszka oddala się od niéj z przestrachem).
La Hire.

Strach ja oniemił — bo i kogóż z ludzi
Na taką skargę przestrach nie ogarnie? —
Ale, Joanno! niech się duch twój zbudzi!
Jest w niewinności moc, na która marnie
Wszystkie swe jady wywrze potwarz wściekła.
Ufaj jéj, przemów! i w szlachetnym gniewie
Skarć lud — co widział twe czyny, a nie wie
Kto je mógł zdziałać: duch z Nieba, czy z piekła? —

(Joanna stoi nieporuszona: La Hire odstępuje od niéj ze zgrozą. Szmer i poruszenie między ludem).
Dunois.

Co są te szmery? Czego chce gromada? —
Ona niewinna! — Na mą cześć rycerza.
Ja ręczę za nią! — a kto nie dowierza,

(rzucając rękawicę).

Niech ją podniesie, i niech mi fałsz zada! —

(Gwałtowne uderzenie piorunu: wszyscy stoją przerażeni).
Teobald (do Joanny).

Przez tego Boga, który grzmi na Niebie,
Mów! czyś niewinna? czyś z Boga natchnięta?
Czy duch zwodzieiel nie obłąkał ciebie? —
Milczysz — nieszczęsna! — A więc bądź przeklęta!