Strona:Tłómaczenia t. III i IV (Odyniec).djvu/562

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Fastlof.

Oddal się, Filipie!
Niech zgonu męża wzrok zdrajcy nie brudzi!

(Talbot wlepia wzrok w Filipa i kona).
Dunois.

Toż ten, tak ufny w męztwie i dowcipie,
Że za nic ważył i Boga i ludzi? —
Straszny Talbocie! jak ci teraz mało
Ziemi potrzeba! — a dziś jeszcze rano,
Francyi całéj nie dosyć się zdało! —

(do Króla).

Teraz cię królem witać mogę śmiało!
Bo szczęście zawsze groziło odmianą,
Póki duch żywy poruszał to ciało.

Król.

Nie my, moc wyższa zmogła cię, rycerzu!
Na ziemi Franków, jak na swym puklerzu,
Coś i konając nie chciał puścić z dłoni,
Ległeś, byś spoczął! — I ona cię przyjmie
Do swego łona. — Tu, gdzie kres twéj broni,
Tu grób ci wzniesiem; — a samo twe imię,
Sam ten grób, w środku państw naszych dzierżawy,
Stanie za pomnik twych czynów i sławy.

Fastlof
(zbliża się i oddaje miecz).

Przyjm, Panie! — jestem twym jeńcem.