Strona:Tłómaczenia t. III i IV (Odyniec).djvu/121

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


XV.

— „Odejdź! ja sam tu spotkam Giaffira.
„Będziem jak zwykle rozmawiać przy świadkach,
„O dżumie, wojnie, firmanach, podatkach,
„I o złych wieściach z obozu Wezyra:
„Jak stojąc mężnie nad brzegiem Dunaju,
„Czas nieczynnością, a lud głodem traci;
„Za co mu kiedyś Giaur złotem zapłaci:
„Jeśli w przód jeszcze, za tę miłość kraju,
„Sułtan mu stryczka nie przyszle z Seraju… —
„To zwykły przedmiot rozmów — i w téj chwili
„O niczém inném nie będziem mówili. —
„Ale pamiętaj! że skoro o zmroku
„Bęben na hasło spoczynku uderzy,
„Selim cię czeka u drzwi twojéj wieży! —
„Zakryci nocą od dozorców wzroku,
„Możem bezpiecznie do jutra, do wschodu,
„Błądzić samotnie śród wałów ogrodu.
„Strome — szpieg na nie nie wedrze się snadnie,
„A choćby wdarł się — mam sposób, że spadnie. —
„Wtedy się dowiész o losach Selima,
„Czego nikt o nim ani wie, ni mniéma. —
„Ty się mnie nie bój! zawierz sercu memu! —
„Wiész, że mam klucze tajnych drzwi haremu…“ —
— Ja się bać ciebie? — Z twych ust taka mowa?… —
„O! mój Selimie!...“ —
— „Nie trać chwil na słowa!
„Mam klucz haremu — straż rygle odsunie.