Strona:Tłómaczenia t. III i IV (Odyniec).djvu/117

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Tak z pod brwi téj ponuréj,
Dusza błyszczy w tém oku! —
Na dźwięk trąby koń wrzący,
Na wrzask łowów lew śpiący,
Na krzyk buntu szalony
Tyran ze snu zbudzony,
Mniéj gwałtownie się wzruszy,
Mniéj uczuje sił w duszy.
Jak Selim słysząc przysięgę dziewicy,
Słysząc wyznanie uczuć tajemnicy! —

„Teraz tyś moją! tyś na wieki moją!
„Bóg sam nas chyba, nie ludzie rozdwoją.
„Mojąś na wieki! — ta święta przysięga.
„Coś ty wyrzekła, oboje nas sprzęga. —
„Dobrze zrobiłaś! bo przez to wyznanie
„Nie jedna głowa na karku zostanie! —
„Lecz ty się nie trwóż! — póki miecz w méj dłoni,
„Żaden włos nigdy nie spadnie z twéj skroni;
„Strwożyć cię nawet nie miałbym zamiaru,
„Za wszystkie skarby pieczar Istakaru!… —[1].
„Z innych się przyczyn gniew w sercu mém warzył.
„Giaffir dzisiaj zelżył mię, znieważył,
„Nikczemnym prawie nazwać się odważył!…
„Ha! teraz pora okazać mu w czynie,
„Jaka krew w synu niewolnika płynie! —
„Drżysz? — On tak nazwał! — lecz serce Selima,
„Choć się nie chełpi przed ludzi oczyma,
„Jeszcze mu w słowach i czynach dotrzyma! —

  1. Mają to być zaklęte skarby Sułtanów, przed Adamem jeszcze żyjących. —