Strona:Tłómaczenia t. III i IV (Odyniec).djvu/116

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


„Może ku niemu masz powód urazy?… —
„Powiédz mi tylko! pomimo rozkazy
„Ojca — przysięgam na Mekki ołtarze,
„Jeśli się na nie przysięgać odważę —
„Że bez porady, bez woli Selima.
„Nikt mię — sam nawet Sułtan nie otrzyma! —
„Myślisz, że zniosę oddalenie twoje,
„Lub mogę serce rozedrzeć na dwoje? —
„Któżby nam został — jeśli się rozdzielem,
„Mnie przewodnikiem, tobie przyjacielem? —
„Nie, nie! dzień taki nie błyśnie na niebie,
„Coby mą duszę oderwał od ciebie!
„Nie! — sam Azrael — on, którego ramię[1]
„Wszystko na świecie rozrywa i łamie.
„Gdy się na jedno z nas dwojga zamierzy,
„Uczuje litość — oboje uderzy!“ —

XII.

Ożył — odetchnął — z lic ogień wytrysnął —
Podniósł dziewicę — do piersi przycisnął.
Gniew, boleść znikła — z oczu niezwykła
Radość, jak jasność, błysła spójrzeniem,
Myśli promieniem, uczuć płomieniem.
Jak woda z gór lecąca,
Gdy ją ciasny brzeg zwęzi,
Wyrywa się iskrząca,
Z pod wierzbowych gałęzi;
Jako piorun, gdy z góry
Ogniem błyśnie w obłoku;

  1. Azrael. Aniół śmierci.