Strona:Tłómaczenia t. III i IV (Odyniec).djvu/115

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


„Słowik tę różę przysyła za posła[1],
„By ci pociechę i radość przyniosła;
„I sam prócz tego, jak jéj obiecywał,
„Będzie noc całą dla Selima śpiéwał.
„I z wszystkich piosnek, co umié na wiosnę,
„Wybierze same wesołe i głośne,
„Z miłą nadzieją, że jak on swe tony,
„Odmieni myśli Selim zasmucony.“ —

XI.

„Co? nie chcesz nawet przyjąć mego kwiatu? —
„Jestże gdzie siostra bardziéj nieszczęśliwa,
„Coby nie mogła ulgi przynieść bratu,
„Którego smutek serce jéj rozrywa? —
„O! nie patrz na mnie oczyma takiemi! —
„Któż cię nademnie kocha na téj ziemi? —
„Bracie mój drogi! — obym droższe imię
„Wynaleźć mogła! — mój luby Selimie!
„Podziel twój smutek ze mną! — lub przynamnie,
„Jeśli się gniewasz — powiédz że nie na mnie! —
„Pójdź, usiądź! głowę skłoń na piersi moje!
„Ja całowaniem twą boleść ukoję,
„Gdy cię ni płochy żart mój nie rozśmieszył,
„Ni mój zmyślony słowik nie pocieszył. —
„Wiém, że nasz ojciec niekiedy zbyt ostry:
„Aleś ty takim nie bywał dla siostry!
„Wiém, wiém, że ciebie nie kocha jak syna:
„Ale czyż Selim o mnie zapomina?… —
„Ach! może zgadłam? — tyś jest nie rad z planu
„Owego związku z Bejem Karasmanu?… —

  1. Miłostki słowika i róży, są ulubioném zmyśleniem poetów wschodnich. —