Strona:Szymon Tokarzewski - Na Sybirze.djvu/95

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


„Mademoiselle” poprzez ladę wyciągnęła do niego łapę potężną, gdy ją ucałował wielokrotnie, „Mademoiselle“ roześmiała się.
— Z waszych pocałunków wprost ogień bucha, leje się żar, monsieur Świetyłkin.
Zauważyłem, że owe tytuły: mademoiselle i monsieur, hojnie szafowane przez gości i przez jejmościankę, królującą za bufetem, stanowiły jedyną cechę owej francuskiej restauracyi. Poza tem nie było nic, coby piękną i wytworną Francyę przypominało czemkolwiek.
Świetyłkin przedstawił mnie mademoiselle, co uczyniwszy, wypuścił mnie ze swojej opieki, pozostawiając własnemu losowi.
Chyba cała Syberya, od krańca do krańca, dostarczyła gości tej francuskiej restauracyi w Minusińsku.
Pośród najrozmaitszych typów mongolskich wyróżniała się nieliczna gromadka inteligentniejszych postaci, Europejczyków.
Wśród ciemnych ubrań męzkich tu i owdzie wyróżniały się oficerskie mundury i bijące w oczy jaskrawością kolorów szaty niewiast.
Ubrany w podniszczony chałat z fioletową podszewką, w zaciszny kącik na uboczu wsunął się pop.
Jakiś człeczyna, widocznie parafianin owego popa i fundator uczty dokładał inu wciąż na talerz najsmaczniejsze kęski i raz po raz napełniał jakimś trunkiem wypróżnioną szklani-