Strona:Szymon Tokarzewski - Na Sybirze.djvu/79

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


typów, ras, obyczajów, języków i dyalektów ludzi, z którym? miałem sposobność się stykać; iście mozajkowa rozmaitość i pstrocizna strojów, ubrań, zaprzęgów, ogrom bogactw w herbacie, w jedwabnych materyach[1] w futrach, porcelanie chińskiej i nieprzeliczonych gatunkach i rodzajach towarów.
W południowej stronie Minusinska, na błoniach, zręczni i pracowici Chińczycy na czas jarmarku wznieśli i urządzili prowizoryczne miasteczko, wyglądające tak, jakgdyby z państwa Niebieskiego, z nad Hoang-ho, lub Yangtse-Kian’gu prosto pod Minusińsk przeniesione było, bez zmian żadnych.
Niewielkie budyneczki z dachami powyginanemi fantazyjnie stały pośród miniaturowych ogródków, pełnych złocistych dyń, tykw, jasnoziełonych ogórków, sałaty o podłużnych kędzierzawych liściach, srebrzystych wielkolistnych traw i różnokolorowych, cudnie rozkwitłych maków, wciąż kołyszących się na swoich cienkich, wiotkich, wysokich łodyżkach.

Jakgdyby dla uzupełnienia egzotycznej całości opodal domków mieszkalnych, na wzgórku, była maleńka pagoda, z porcelanowym dachem i takąż przepiękną wieżyczką.

  1. W epoce, o której mowa, na Syberyi materye chińskie były trzy razy, conajmniej, tańsze, niźli perkale i inne bawełniane wyroby.