Strona:Szymon Tokarzewski - Na Sybirze.djvu/78

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


z kory drzew, albo ze skór zwierzęcych, skleconych naprędce.
I tworzyły się osady, będące doskonałym obrazem sposobu życia i obyczajów w prastarej, przedhistorycznej epoce.
Obraz to był dla ucywilizowanego Europejczyka oryginalny, zajmujący niezwykłe. Była to prawdziwie niewyczerpana kopalnia dla etnograficznych studyów.
Moj pryncypał, Świetyłkin, jaknajsumienniej dotrzymywał postanowienia uczynionego w domu, z tą tylko różnicą, że nie kopiejki, a nawet nie ruble, lecz setki rubli szeroką ręką, a lekkiem sercem rozrzucał na prawo i na lewo, ku swojej własnej uciesze i gwoli zadowoleniu swoich kompanów, których cały sztab przyplątał się doń zaraz, po przyjeździe do Minusińska.
Kiedy Świetyłkin zmiarkował wreszcie, że wszelkie jego usiłowania wciągnięcia mnie w krąg jego znajomości, oraz w wir ulubionych miejscowych rozrywek i zabaw są i pozostaną wciąż bezskuteczne, dał mi zupełną swobodę rozporządzania swoją osobą i swoim czasem.
Uszczęśliwiony z tej swobody myśli, czynów i ruchów, od świtu do późnej nocy peregrynowałem wzdłuż i wszerz, z jednego końca Minusińska na drugi i w najbliższych jego okolicach.
Niesłychanie zajmowała mnie różnorodność