Strona:Szymon Tokarzewski - Na Sybirze.djvu/66

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


krysztale drobnych szybek, tęczową aureolą otoczyły postać czczigodnego starca i zaklęte w druk obrazy i myśli genialnego poety...
Wreszcie profesor Żochowski otworzył książkę i drżącym ze wzruszenia głosem zaczął czytać:

...Ojczyzno moja! ty jesteś jak zdrowie,
Ile cię cenić trzeba, ten tylko się dowie,
Kto cię stracił...

Po tych słowach wybuchnął jęk...
Wówczas, z naszych oczów trysnęły „łzy czyste, rzęsiste”, łzy tęsknoty za ukochaną... za tą, od nas tak daleką.. daleką... daleką...

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

I w pokoju, przed chwilą ożywionym wesołym gwarem, zaległa cisza...
Niekiedy tylko wionęło westchnienie...
Niekiedy wionął szept...

...Ojczyzno moja,
Ile cię cenie trzeba, ten tylko się dowie,
Kto cię stracił...

— Bogusławskij! Tokarzewskij! Żochowskij! gaspada! praszu sabiratsia! czas wracać do ostrogu, proszę pokornie pospieszyć się!
Czar prysnął...
Urocze marzenia pierzchnęły, rozwiały się, niby sen, z którego człowieka nagle rozbudzono brutalnie...