Strona:Szymon Tokarzewski - Na Sybirze.djvu/24

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Ni mniej ni więcej ryzykowałem źycie!
Bo wszak groziło mi zbłąkanie się w tajdze..
Groziła mi głodowa śmierć...
Groziło pożarcie przez dzikie zwierzęta, w które tak obfitują syberyjskie lasy i tajgi...

Wiedziałem o tem wszystkiem, a przecież wołałem uciekać... dłuższy pobyt w Ołoneku, gdybym nawet uzbroił się w nadludzką cierpliwość, już stał się niemożliwym dla mnie...




Hazard udał się nadspodziewanie szczęśliwe i prędko.
Cel mej podróży był bliższym niźli przypuszczałem...
Po kilku dniach uciążliwej, forsownej wędrówki o głodzie przybyłem do Skorodumu.
Łaskawa Opatrzność, która bez szwanku wywiodła mnie z tajgi, sprawiła, że najpierwszy dom, do którego zapukałem, był właśnie domem miejscowego starszyny.
Różne papiery, które miałem przy sobie, pozwoliły mi udowodnić, że nie jestem zbiegłym z katorgi mordercą, albo jakim innym zbrodniarzem. Wyznałem prawdę, której uwierzono, bez żadnych trudności...
Przyjęto mnie gościnnie.
Szczęściem podówczas, w skorodumskiej wołości nagromadziło się mnóstwo interesów