Strona:Szymon Tokarzewski - Na Sybirze.djvu/154

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Postawił dyagnozę: zapalenie płuc, połączone z zapaleniem mózgu. A te dwie ciężkie choroby przy wątłym organizmie pacyentki, nie wróżą rychłego wyzdrowienia, owszem: należało obawiać się katastrofy...



Partya, do której należeliśmy, wyruszyła z Tary wcześniej, niźli było projektowane pierwotnie.
Różne prognostyki, a głównie przedwczesne chłody zapowiadały rychłą i ciężką zimę. Partye przeto musiały przyśpieszać pochody, aby dotrzeć jaknajprędzej do Tomska.
Opuszczając Tarę, zostawiliśmy „naszą Marysieńkę“ (bo już tak nazywaliśmy chorą panią) w tym samym stanie zdrowia, w jakim ujrzeliśmy ją poraz pierwszy.
Narodowość jej polska nie ulegała wątpliwości żadnej.
Nie odzyskiwała ani na chwilę przytomności, lecz o ile gorączkowe wizye z jej ust przecudnych wyrywały czy jakieś imiona, czy też wyrazy, albo zdania bezładne, — to były imiona przeważnie w Polsce używane, to były wyrazy wyłącznie polskie.
Że za mężem, albo za narzeczonym skazańcem dążyła na Sybir, to również było pewnem, bo jakiż inny powód, jakież inne uczucie oprócz miłości ofiarnej mogłoby piękną i młodziutką