Strona:Szymon Tokarzewski - Na Sybirze.djvu/152

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Był to sukienny szkaplerz.
Na jednej stronie szkaplerza błękitnym jedwabiem były wyhaftowane wyrazy:
„Najświętsza Panno Częstochowska, prowadź moją Marysieńkę po tej ciernistej drodze, którą sobie obrała“.
Tajemniczość otaczająca chorą kobietę zaczynała się cokolwiek rozjaśniać, w kwesty i najbardziej nas interesującej: ta przecudna osoba była Polką, gdyż ten szkaplerz był jej własnością bezsporną.
Nikt z miejscowych ani czcił, ani nosił takich świętości.
Żaden rodak przez Tarę w tych czasach nie przejeżdżał, w tym hotelu się nie zatrzymał, zamieszkali tutaj bracia Polacy byliby przecież o tem wiedzieli.
Więc naszą sympatyę dla chorej spotęgowała jeszcze ta okoliczność, że owo biedactwo było naszą rodaczką.
Bogdaszewski zaprojektował, że wraz, po wizycie lekarza przeniesie ją do innego, dogodniejszego mieszkania, niźli ta mansarda w brudnym, syberyjskim zajezdzie, kędy dniem i nocą panowały hałasy i wrzaski pijackie i niechlujstwo w najwyższym stopniu, gdzie z każdej izby, z każdej sionki, z każdego zakątka wydzielały się nieznośne fetory, wprost zabójcze dła kobiety wykwintnej i do podobnej atmosfery nieprzyzwyczajonej.