Strona:Szymon Tokarzewski - Na Sybirze.djvu/120

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— A dla was, drogi bracie — zawołałem — dla was azaliż niema już żadnej nadziei powrotu na zagon ojczysty?
Potrząsnął głową przecząco.
— Jużciż nie!... Stary jestem, sterany, gonię ostatkiem sił, ostatnim tchem... Darmo łudzić się nadziejami, które się ziścić nie mogą...
Zdjął z półki w czarną skórę oprawną księgę starą, przez częste użycie zniszczoną..
Przerzucił w niej kilkadziesiąt kart...
Na każdej znać było mnogie ślady łez...
Natrafiwszy na ustęp, którego szukał, przeczytał:
„Będziecie nie tylko bez pana krwi swojej, ale i bez Ojczyzny i wygnańcy, wszędzie nędzni, wzgardzeni, ubodzy włóczęgowie, które nogami popychać będą”.
Złożył księgę, pocałował ją i mówił:
— Wszak już nad nami spełnia się przepowiednia Złotoustego Skargi... To, co Mąż bożym duchem natchniony przepowiedział, już się stało, już nas spotkało wszystko... Więc ja i ty, mój bracie i ci wszyscy, którzy tym samym szlakiem poszli, powinniśmy uważać się za straceńców... takim jak ty, jak ja, wszystkim takim jak my obadwaj, nie przystoi osobistego szczęścia pożądać, ani za osobistą pomyślnością gonie...Nasze cierpienia, nasze tęsknoty, wszystkie nasze bóle na ofiarnym ołtarzu powinniśmy złożyć pokornie, z tą wiarą i nadzieją, że z nich odro-