Strona:Stefan Napierski - Poeta i świat.djvu/30

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


gdzie żużle sypią się w dół nieskończony,
nieludzko-martwe, nareszcie spokojne.
Tedy uniosłeś ją nad wszystkie gwiazdy,
tam, gdzie już niema skarg, nad głosy ludzi,
co, wymawiając najczulsze wyrazy,
kłamią! (Anioły możeby zdołały
wymówić prawdę warg swych płomieniami!):
nad dłonie, które krzywoprzysięgają,
nad przyjaciela palce, drżące w twoich,
by, zamiast róży, podać ci goryczy
napój: zaiste nieśmiertelny piołun;
tys ją wraz z sobą uniósł, gdzie nas niema.

Jeżeliś dotknął głową roztrzaskaną
tej wielkiej ziemi, która nas wydała,
nas, urodzonych późno; jeśliś wiedział,
że tam jest także ziemia i bez końca
jest tylko ona; że śmierć — to braterstwo
z nią, ciemną matką, która nas zrodziła,
aby nas przyjąć z powrotem do łona:
nareszcie pojednanych; jeśliś wolał
z nią wspólnie istnieć, niżeli samotnie
żyć tutaj: pozwól, że dłoń mą bezsilną
wyciągnę — ty jej, cieniu, nie odtrącisz!
Twoja prawica będzie, jak Anioła
ręka walcząca i ona wybaczy,
żem dotąd przetrwał.


Tymonowi Terleckiemu