Strona:Stefan Napierski - Poemat.djvu/9

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


KARP

W lśniącej szkliwem wannie pływają ciemne ryby
I patrzą wzrokiem mądrym i szklanym, jak szyby.

Wcale nie są wypchane, choć ich oczy śpią, jak krągłe paciorki,
A pletwy i ogony poruszają się, jak z czarnego papieru wycinane wzorki.

Zapewne sobie myślą, że już niedługo dostaną się do nieba
I otwartemi pyszczkami chciwie chwytają rozmiękłe kawałki chleba.

A teraz są na półmisku. Leżą porządnie i wygodnie.
I zieloną pietruszką obrzeżone są żałobnie i niemodnie.

Szare, słone i płaskie, mają oczy zupełnie umarłe i bez duszy.
— Ktoś nad ich losem — i nad wszystkich losem — ulitował się i bardzo wzruszył.

Służący nieostrożnie potrącił srebrną tackę,
Zadzwoniła dygotem szklanka, westchnęła ciemna posadzka.

Struchleli bladzi goście, z rąk im wypadły widelce:
Oto stał karp na ogonie i ludzkim przemawiał głosem.

(A w wielkiej ciszy przez salę szedł Anioł, dziwując się wielce).