Strona:Stefan Napierski - Poemat.djvu/69

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


KŁAMSTWO

Nieprawda, raz już wreszcie powiedzieć trzeba,
To nieprawda, że poeci mają nad głową więcej furkocącego nieba.

Wplątani w dnie, jak w szklane, ostre i słodkie korytarze,
Nocami przesypują skwarne piaski marzeń.

Gdy każde miasto woła, niema podróży.

Codziennie dusimy w piersi zacięty płomień krzyku,
Że niema bananów, okrętów, archipelagów i przygód.

Okrągłe poniedziałki i drwiące czarne piątki mijają nas, niestety!
W tygodniu i sine święta odpowiadamy wielkiem milczeniem: powszednią mową poety.

To wszystko jedno, czy w wiosnę jesteśmy wpatrzeni, czy zaplątani w jesienie,
Ludzie zupełnie zwykli, znaczeni my, potępieni.