Strona:Stefan Napierski - Poemat.djvu/68

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ale czemu wierzby wzdłuż dróg srebrnolistne
Pachną i smukłe topole śliczne
Płaczą?

O, czemu, tem radośni, żeśmy nic nie czuli,
Na bladem polu bezwonnej gryki
Przebijamy znów ściany kryształowej kuli
I od nowa, od nowa stajemy się czuli,
A spazm nam dusi grdyki?!
— — —

Nic to! W straszliwym pędzie, w legendzie stuleci,
Czarna trumna oszklona wzbije się i wzleci,
Nad globową orbitę, w tuman czarnych słońc,
Satelitą przez nieba spopielałe prąc.