Strona:Stefan Napierski - Poemat.djvu/70

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wszystkim zmrużeniom oczu, gestom, cienistym uśmiechom,
Ktoś się w ogromnej dali, biały, jak obłok, odśmiecha.

O, rozbić pusty balon niebios, tłoczący dynie głów,
O, rozbić wzniosłe kłamstwo słów.

Podejść do prostej dziewczyny, co chłodnej wody dzban dźwiga,
Powiedzieć, jak dziecinny Henri Rousseau: „O, śliczna panno Jadwigo!“

Zwolna, zwolna zasypiać, jak słodki kłamca, Verlaine,
I bez oporu się oddać w rzeczywistości zniewalający sen.

Aż w dzień ów, w dzień pierwszy lepszy, w ostatnim opuchłym bełkocie,
Ktoś powie za nas to słowo jedyne, wyczekiwane: o życiu i śmiertelnej tęsknocie.