Strona:Stefan Napierski - Poemat.djvu/49

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


O, daj ręce! Niech czuje ciała twardy miąższ
I słodko-złoty zapach skóry niech raz jeszcze czuję,
Zanim gardła nam zdusi i owinie wąż
Bielmem, błękitem ślepoty, oczy powlecze i struje.

Czy słyszysz sypkich palców chrzęst?
Zasłoń ciemne zwierciadła. Tam się płomień ćmi.
O, widzisz, jak wybucha, goreje! ON jest!
Zdławił nadzieję
I zrzuca czarne trupki dni.

Jeszcze chwilka. Wzbierze słodki jad,
Złotym piorunem runie Archaniołów trąba —
I runie kruchy, ciemny i płomienny świat,
Gdy w dusznej klatce czaszki wybuchnie, jak bomba.