Strona:Stefan Napierski - Poemat.djvu/48

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ON

Przez telefon, po drutach okrutnych pajęczyn,
W muszlę słuchu uderza, wkręca się i dręczy,
W szarawej korze mózgu zaplata powrozy
I tkwi tam, w miękkiej czaszce: mroźny punkcik grozy.

Pod lampą, pod ukośną z włókien światła błoną,
Wzbiera, wdziera się w usta krwią żelazno-słoną,
W żyłach zwiotczałych wolno wolno bulgoce,
I szumi w dłoniach omdlałych, jak noce, jak noce.

Znów dojrzysz w ukochanych oczach lęk spłoszony,
Jego, co czuwa w każdym rytmie, poskromiony,
Bestję, co z marmurowych ulic przyniesiona,
W marmur nas zmieni, nim skona.